|
15.03.2007
Zgodnie z tym jak umówiliśmy się dzień wcześniej, o 11.30 zadzwoniliśmy do Ramadana. Powiedział, że za 30 minut będzie przy bramie Bab Al-Jemen.
Od razu okazało się jednak, że mamy do czynienia z typowym arabskim spóźnianiem się - przyszedł jakby nigdy nic po 50 minutach. Nie wpłynęło to
jednak na nasze humory, Ramadan bowiem od poczatku wzbudził naszą sympatię. Poza tym bylismy pełni zarówno ciekawości, jak i pewnego
niepokoju odnośnie tego, jak będzie wyglądał nasz pierwszy pobyt w typowym jemeńskim domu.
Ramadan wynajmuje wraz z żoną małe mieszkanko w nowym budownictwie. Zostaliśmy zaproszeni do pokoju gościnnego, który określa się mianem
"mafradż". Był to typowy jemeński salon z miękkim dywanem i poduchami na podłodze do siedzenia. Oprócz tego w pokoju znajdowała się tylko półka
w ścianie oraz telewizor, nie było żadnych innych mebli. Co nas uderzyło w tym wystroju wnętrza to spora przestrzeń, choć pokój był właściwie niewielki.
Ada miała przyjemność poznać żonę oraz matkę Ramadana, która akurat w tym czasie była u niego w odwiedzinach. Spotkanie odbyło się w kuchni,
polegało na wymianie kilku uprzejmych zdań i standardowym pytaniu, dlaczego nie mamy dzieci... Zgodnie z muzułmańską tradycją Błażej nie ujrzał
kobiet obecnych w domu, starannie kryły się one w kuchni, zaś posiłki przynosili do mafradżu Ramadan i jego kuzyn. Podczas całego naszego pobytu
ani razu nie zajrzały one do mafradżu.
Na obiad oprócz nas został zaproszony także szwagier Ramadana, który pracował w pobliskim sklepie, oraz jego syn. Niestety jak już się wielokrotnie
przekonaliśmy, wielu Jemeńczyków nie mówi w literackim arabskim, ale w dialekcie, toteż nasza rozmowa z kuzynami Ramadana nie była prosta. Mimo
wszystko udało nam się wymienić kilka spostrzeżeń, po czym wspólnie usiedliśmy do obiadu.
Obiad przygotowały w kuchni żona i matka Ramadana. Był po prostu wyśmienity! Szczególnie dla nas - wegetarian. Jemeńczycy spożywają znacznie
mniej mięsa niż Polacy, z około 7-8 potraw jakie znalazły się przed nami tylko jedna (kurczak z ryżem) była mięsna. Warzywa przyrządzone na różne
sposoby, dobrze przyprawiony ryż, sosy, jemeńska specjalność na słodko: zapiekany, lokalny chleb zmielony z miodem, oryginalnie przyprawiony
makaron. Oczywiście nie byliśmy w stanie wszystkiego zjeść, ale smak tych potraw utkwił nam w pamięci - przepisy na część z nich mamy zamiar
przywieźć do Polski... No i oczywiście podstawowa różnica w porównaniu z polskimi zwyczajami: obiad jedliśmy siedząc po turecku na wygodnym
dywanie, a większość potraw jedliśmy rękoma, a nie sztućcami. Żadnego stołu, krzeseł itp. Elementarna zasada dobrego wychowania nakazuje jeść
(i generalnie w miarę możliwości wykonywać wszelkie inne czynności poza higienicznymi) prawą ręką, przy czym należy pobrany fragment pokarmu
zjeść za jednym razem, a nie trzymać i podgryzać.
Jednak to nie obiad był najciekawszym elementem naszej wizyty u Ramadana, lecz rozmowa - zaskakująco szczera. Nasz gospodarz nie był nigdy
w żadnym kraju zachodnim, poza granicami Jemenu był tylko w pobliskiej Arabii Saudyjskiej. Ale posiadał powierzchowną wiedzę na temat naszej
kultury, którą zaczerpnął podczas studiów anglistycznych na Uniwersytecie w Sanie oraz oglądania anglojęzycznych stacji satelitarnych. Wiedział więc,
jak wyglądają amerykańskie miasta, ubiór zachodni, wygląd domu. Nie potrafił jednak dzięki samemu oglądaniu telewizji poznać naszej kultury głębiej,
stąd pewne zaskakujące tematy naszej rozmowy...
Poprosił nas np. o wytłumaczenie znaczenia terminów "boyfriend" i "girlfriend". Nie było to oczywiście trudne, ale z wyrazem głębokiego zastanowienia
na twarzy słuchał naszych wyjaśnień, że w Europie czy Stanach Zjednoczonych normalnym i powszechnym zjawiskiem jest spotykanie się nastolatków
odmiennej płci ze sobą i nawet utrzymywanie przez nich kontaktów seksualnych. Przyjął to z ogromnym zdziwieniem, ale i zrozumieniem. Od razu
dostrzegł też praktyczny problem: co się stanie, jeśli dziewczyna zajdzie w ciążę? Przyznaliśmy, że wówczas faktycznie jest to poważny problem. Ramadan
zauważył, że to dziwne, iż rodzice młodych nie mają całkowitej kontroli nad młodzieżą, skoro to oni przede wszystkim ponoszą później konsekwencje
ewentualnej "wpadki"... W kulturze arabskiej takie wolne związki przedmałżeńskie są absolutnie zakazane. Nasz rozmówca otwarcie przyznał, że
kobieta w momencie ślubu musi być dziewicą, co pan młody zawsze sprawdza podczas nocy poślubnej. Jeśli nie jest... jest zabijana przez
członków własnej rodziny. Błażej zapytał, czy może czasami jednak rodzina jej przebacza, on jednak z przekonaniem powiedział, że nigdy...
Obserwowaliśmy uważnie reakcje Ramadana na nasze opowieści o kulturze zachodniej, gotowi ewentualnie przerwać ten zbyt
otwarty temat, ale był on naprawdę bardzo zaciekawiony tym co mówiliśmy, otwarty i tolerancyjny.
Rozmawialiśmy też o antykoncepcji, która była dla niego obcym pojęciem, wzajemnych relacjach damsko-męskich, idei miłości. Ten ostatni temat
był szczególnie ciekawy. Otóż dla Ramadana oczywiste było, że miłość przychodzi po akcie małżeństwa. Mało tego, twierdził on, że zawsze musi ona
się pojawić, skoro dwoje ludzi zamieszkuje ze sobą, prowadzi wspólne życie, wychowuje dzieci. Podał on przykład swój i swojej żony. Nie zgadzał się z
naszą ideą, że dwoje ludzi musi się najpierw spotkać i pokochać, by dopiero później wziąć ślub. On sam zobaczył twarz swojej żony dopiero w przeddzień ślubu...
Ramadan był także ciekawy, jak się utrzymujemy, skoro nie pracujemy. Wyjaśniliśmy mu na czym polegają stypendia studenckie (nie ma ich w Jemenie)
i że czasami są to pokaźne kwoty, które pozwalają na utrzymanie się. Do tego pomoc rodziców i praca wakacyjna. Przyznał, że to bardzo dobry system
i z żalem stwierdził, że jemeńscy studenci nie otrzymują stypendiów...
Relacja z naszej wizyty u Ramadana nie byłaby pełna, gdybyśmy nie wpomnieli o kacie. Poczęstowano nas tymi powszechnymi w Jemenie liśćmi
łagodnie narkotycznego krzewu, ale tylko Błażej przyjął propozycję. Razem z naszym gospodarzem żuł je przez parę godzin, z bardzo umiarkowanymi
efektami... Ale po Ramadanie, przyzwyczajonym do tego narkotyku, wyraźnie dało się zauważyć po jakimś czasie objawy odurzenia i stanu błogości.
Smak katu (w arabskim literackim qāt, w dialekcie gāt) jest szczerze mówiąc wstrętny, ale po dłuższym okresie żucia można się do niego
przyzwyczaić. Więcej o kacie napiszemy w przyszłości...
Nasz gospodarz wykazał też wyjątkowe jak na Jemeńczyka zainteresowanie światem zewnętrznym, w tym Polską. Był ciekaw, jak żyją ludzie w naszym
kraju, jak wyglądają miasta i wsie. On sam pochodzi z wioski oddalonej od kilkadziesiąt kilometrów od Sany i czuje duży sentyment do obszarów wiejskich.
Podarowaliśmy mu przywiezione z Polski widokówki przedstawiające Mazury oraz Kraków. Naszą perełką architektoniczną i kulturalną nie zainteresował
się w ogóle, za to widok lasów i jezior z lotu ptaka zrobił na nim ogromne wrażenie i przyznał, że marzy o domu w takim miejscu... Ze swojej strony zaprosiliśmy
go do Polski, na co zareagował z entuzjazmem i wyraził nadzieję, że in sza' Allah w przyszłości...
Nie były to oczywiście wszystkie tematy naszej rozmowy, wystarczy powiedzieć, że spędziliśmy u Ramadana ponad sześć godzin. Postanowiliśmy
starać się zachować z nim kontakt i częściej się spotykać, gdyż rozmowa z nim była naprawdę przyjemnością. Wkrótce niewątpliwie ponownie go
odwiedzimy...
|

Obiad był przepyszny...

Podczas wspólnego obiadu

Błażej próbuje katu...

Nasz gospodarz

Ramadan podczas rozmowy i żucia katu
|