|
25.04.2007
W Jemenie jest mnóstwo dzieci. Dzieci i młodzież stanowią około 50% całej populacji. Zjawisko to jest zauważalne także w stolicy, Sanie. Na każdej,
nawet najmniejszej uliczce, można spotkać bawiące się dzieci. Bawią się one czym popadnie, pusta butelką, puszką służącą za piłkę, lub kamieniami.
Już od najmłodszych lat ulica staje się dla dziecka podwórzem, na którym uczy się ono społecznego życia. We wczesnym dzieciństwie dzieci obu płci
bawią się razem, potem następuje szczelna separacja dziewczynek od chłopców. Kiedy dziewczynki zaczynają nosić chusty zasłaniające włosy, a
następnie także zasłony na twarz (nikab), mogą przebywać tylko w towarzystwie innych dziewczynek, lub spokrewnionych mężczyzn - brata, ojca lub męża.
Bardzo powszechnym zjawiskiem są pracujące dzieci. Nas początkowo dziwił fakt, że na targu lub w małym sklepiku obsługuje nas 10-letni chłopiec, w
Jemenie nie jest to jednak nic dziwnego. Od dzieci oczekuje się, że będą pomagać w utrzymaniu rodziny. W przypadku chłopców jest to praca w rodzinnym
interesie lub handlowanie na targu, dziewczynki zaś opiekują sie młodszym rodzeństwem i pomagają w domu. Przy Bab al-Jemen można spotkać małych
chłopców sprzedających pojedyncze opakowania chusteczek higienicznych. Mali pomocnicy pracują też na przykład w lokalach gastronomicznych jako kelnerzy lub sprzątający.
Bardzo ciekawą formą przedsiębiorczości wykazują się nasi młodociani sąsiedzi: co jakiś czas dzwonią do naszych drzwi i zabierają nagromadzone przez nas
worki śmieci, ładują je na taczkę i zaworzą do dość odległego kontenera na śmieci. Inkasują za to 300 riali.
Niestety dość często spotykane jest, że nawet 8-10-letnie dzieci żują narkotyczny kat, co w przypadku młodzieży jest już standardem. Jest to dla nich
synonimem dorosłości. Nie jest to jednak powszechne, wielu rodziców pilnuje, by ich dzieci nie sięgały po ten odurzający środek zbyt wcześnie. Wielu
małych chłopców żujących kat, których widzieliśmy, zajmowała się już pracą zarobkową, co niejako nadawało im przywileje dorosłych.
Bardzo ciekawie prezentuje się dziecięca garderoba. Chociaż wiele dzieci ubranych jest po europejsku, wciąż można spotkać chłopców w miniaturowych
wersjach klasycznego jemeńskiego ubioru, a mianowicie dżalabijji, z małą dżambijją za pasem. Wiele dziewczynek ubranych jest zaś w kolorowe, wymyślne
sukienki, które z powodzeniem mogłyby służyć za suknie balowe. Bardzo dużo maluchów przemyka na uliczkach boso, nie zważając na wszechobecne
śmieci. Dzieci chodzą do szkoły w mundurkach.
Uczniowie szkoły podstawowej mają mundurki w kolorze zielonym, zaś kolejnych szkół beżowe. Młodsze uczennice noszą na głowie białe chusty, nastolatki
zaś także zasłony na twarz.
Dzieci to powód do dumy. Przeciętna kobieta jemeńska rodzi sześcioro dzieci, trzeba przy tym pamiętać, że mężczyzna może mieć cztery żony, w związku
z tym jemeńska rodzina bywa naprawdę spora. Nierzadkim zjawiskiem jest posiadanie przez jedną kobietę nawet dziesięciorga-dwanaściorga dzieci.
Maluchy traktowane są z troską, zarówno chłopcy, jak i dziewczynki. Często można spotkać ojca, opiekującego się niemowlęciem, z dumą prezentującego
potomka i zachęcającego do zrobienia mu zdjęcia. Starsze dzieci opiekują się młodszym rodzeństwem niczym rodziciele. Byliśmy świadkami kiedy kilkuletni
chłopiec zabronił zrobienia zdjęcia jego młodszej siostrze.
W stosunku do turystów maluchy, a także starsze dzieci są bardzo otwarte. Większość z nich widząc nas z aparatem fotograficznym woła "sura!", chcąc by
zrobić im zdjęcie. Wiele z nich pozdrawia nas angielskim "hello", często także pyta o nasze imiona i skąd jesteśmy. Rzadko spotykamy się w Sanie z
prośbą dzieci o bakszysz, czyli pieniądze. Dużo częściej zdarza się to w turystycznych miasteczkach, takich jak Tula, Zabid czy Al-Machwit. Tam, za wskazanie
drogi, pokazanie zabytku lub zdjęcie dzieci oczekują zapłaty.
|

Mały pomocnik w busie zbierający opłaty za przejazd

Chłopiec pracujący w sklepiku

Uczniowie wracający ze szkoły



|