Strona główna | Sana | O stronie i autorach | Wieści z Jemenu | Tihama | Sokotra | Wadi Hadramawt

O panu Alim słów kilka...

27.03.2007

Pewnego dnia Błażej wybrał się na zakupy do najbliższego supermarketu "Al-Huda". Zwykle chodzimy tam, gdy mamy więcej rzeczy do kupienia, ponieważ w małych sklepikach na Starym Mieście nie można dostać wszystkiego, a poza tym - jak to jest i u nas - jest tam nieco taniej. Do sklepu tego jest dość łatwo trafić: trzeba wyjść ze Starówki przez Bab al-Jaman, skręcić w prawo i iść wzdłuż ruchliwej ulicy przez około 20 minut.

W pewnym momencie podszedł do niego niski pan, w wieku około 45-50 lat, ubrany po europejsku w garnitur. Zagadnął dość dobrym angielskim i w ten sposób zaczęła się ciekawa przygoda... Przedstawił się jako nauczyciel języka arabskiego w jednym z bardziej znanych instytutów w Sanie. Skończył studia techniczne w Moskwie, gdzie także poznał swoją obecną żonę. Pacuje na lotnisku, w okienku służb granicznych sali przylotów i z tej okazji zaoferował swoją pomoc gdybyśmy my lub nasi znajomi mieli problemy na lotnisku. Rozmawiali o Jemenie, o Europie, o zmianach w Polsce. Pan Ali był bardzo obeznany w kwestiach geograficznych i historycznych, widać było, że zdobył stosowne wykształcenie. Próbował także porozmawiać z Błażejem po rosyjsku, ale jakoś jednak angielski okazał się lepszą płaszczyzną komunikacji...

Rozmowa była naprawdę interesująca. Pan Ali miał trochę czasu i poszedł z Błażejem aż do samego marketu, pomagając nawet w dokonaniu dobrego wyboru spośród wielu dostępnych artykułów. Zaproponował w pewnym momencie, że od czasu do czasu może zapraszać Błażeja do swojego domu na prywatne lekcje języka arabskiego za darmo! Uczęszcza już na nie dwóch chłopaków z Uzbekistanu, więc jedna dodatkowa osoba nie byłaby problemem. Zaprosił nas także na wspólną wycieczkę z jego żoną w góry w najbliższy weekend. Pan Ali był po prostu czarujący i niesłychanie gościnny, do tego bardzo tęsknił za Europejczykami od czasów swoich studiów w Moskwie i rozmowa z Błażejem wyraźnie była dla niego przyjemnością.

W drodze powrotnej z supermarketu pomógł nawet Błażejowi nieść (niezbyt ciężką) siatkę z zakupami. Kiedy doszli już w pobliże Bab al-Jaman, pokazał na nieodległy budynek, który był jego domem, co zaskoczyło Błażeja, bo było to już dość blisko naszego domu. Podał swój numer telefonu i poprosił o telefon około godziny 16-ej, kiedy wróci z lotniska, gdzie udawał się po wypłatę. Wtedy moglibyśmy przyjść do niego i spędzić miły wieczór w jego domu...

Na koniec powiedział, że musi jeszcze przed wyjazdem na lotnisko odebrać samochód z warsztatu. Niestety ma to go kosztować 35.000 rijali, a on ma przy sobie tylko 30.000... Czy Błażej mógłby mu pożyczyć brakujące 5.000 rijali (około 75 złotych)? Oczywiście on jest człowiekiem honoru i jak tylko wróci z lotniska ze swoją wypłatą, odda kiedy spotkamy się o ustalonej 16-ej.

Błażejowi na szczęście zapaliła się "czerwona lampka". Ale ponieważ pan Ali był tak niesamowicie przekonujący i sympatyczny, nie potrafił powiedzieć mu prosto w twarz "nie", wymigując się niewielką ilością posiadanych pieniędzy. Arab sprytnie zmniejszył oczekiwania, przypominając sobie nagle, że w pobliskim sklepie pracuje jego kuzyn, od którego mniej więcej 3 tysiące będzie mógł pożyczyć, więc od Błażeja poprosi o "tylko" 2000. Jednak się nie doczekał... Mimo wszystko w dobrym humorze na pożegnanie przypomniał o spotkaniu o 16-ej i poszedł odebrać swój samochód.

O 16-ej oczywiście okazało się, że podany numer telefonu nie istnieje. Później okazało się jeszcze jedno - jeden z naszych współlokatorów spotkał już pana Alego parę tygodni wcześniej, pożyczając mu 1000 rijali i nigdy więcej go nie widząc. Opowiadana historyjka była identyczna - studia w Moskwie, żona Rosjanka, obietnica darmowych lekcji arabskiego, praca na lotnisku no i podstawa - samochód do odebrania w warsztacie. Pan Ali wykorzystując naiwnych obcokrajowców pewnie zdołał już nazbierać na dobry rower...

I niewątpliwie nadal wędruje w okolicach Starego Miasta - także jeśli kiedykolwiek będziecie w Jemenie, nie dajcie się nabrać na tę historyjkę...


Strona główna | Sana | O stronie i autorach | Wieści z Jemenu | Tihama | Sokotra | Wadi Hadramawt